

SHERLOCK HOLMES PO JAPOŃSKU
Japończycy uwielbiają postać detektywa stworzoną 130 lat temu przez Artura Conan Doyle’a, dlatego manga z jego przygodami nie powinna nikogo dziwić. Tak samo zresztą jak fakt, że opartą ją na niezwykle popularnym serialu stworzonym przez telewizję BBC – i to do tego stopnia, że dosłownie zilustrowano scenariusze do jego kolejnych odcinków, filmowe kadry przenosząc na papier w typowy dla autorów z Kraju Kwitnącej Wiśni sposób. Powstała z tego jednak znakomita pozycja, dla fanów zarówno Sherlocka Holmesa, jak i znakomicie napisanych, porywających mang kryminalnych.
Doktor John Watson powraca do Anglii z wojny w Afganistanie. Prześladowany przez wspomnienia z frontu, kulejący bardziej z przyczyn psychosomatycznych, niż rzeczywistego, fizycznego urazu, próbuje na nowo odnaleźć się w zwyczajnym życiu. Ponieważ z renty ciężko jest opłacić mieszkanie, za radą znajomego spotyka się z Sherlockiem Holmesem, bardzo specyficznym człowiekiem, który szuka współlokatora. Razem zamieszkują przy Baker Street 221b, ale na Watsona nie czeka wcale sielankowe życie. Holmes to socjopata, który nie jest w stanie nawiązywać normalnych relacji z ludźmi, bo rani uczucia każdego i nie dba właściwie o nic, ale jednocześnie i genialny detektyw pomagający policji rozwiązywać sprawy zbyt trudne dla nich samych. Oczywiście wśród funkcjonariuszy ma więcej wrogów niż przyjaciół, do tego ci obawiają się, że w końcu on sam przekroczy granicę i zacznie zabijać, póki co jednak stanowi ich ostatnią i najlepszą możliwą zarazem deskę ratunku. Wraz z nim Watson zaangażuje się w śledztwo w sprawie serii samobójstw. A właściwie zabójstw, z tym że wszystkie ofiary dobrowolnie połknęły truciznę. Jak to możliwe? I do czego to śledztwo doprowadzi Sherlocka i jego pomocnika?


Znakomita fabuła zyskała również znakomitą oprawę graficzną. Jay. rysuje znakomicie, szczegółowo, doskonale oddając klimat serialu, grę aktorów (tak, tak, to nie pomyłka) oraz humor. Wierne przeniesienie kadrów i fabuły nie oznacza jednak, że ilustrator nie dodał czegoś od siebie. A to zmieni nieco szyk scen, to znów inaczej do treści wprowadzi. Wszystko wiernie pierwowzorowi, niemniej również bez porzucania autorskiej wizji.
Po prostu coś wspaniałego! Dlatego też polecam „Sherlocka” Waszej uwadze. I tylko szkoda, że dotychczas powstało zaledwie trzy tomy. Czwarty wprawdzie jest już serializowany w Japonii, jednak nie prędko doczekamy się jego pełnej wersji. Niemniej jest na co czekać, dlatego już zacieram ręce na adaptację drugiego sezonu serialu.
![]() | Książkarnia http://ksiazkarnia.blog.pl/ |